Jak się przygotować do pielgrzymki rowerowej?

Przed Tobą długa, naprawdę trudna, ale nade wszystko piękna droga.
Jak się przygotujesz, by podjąć Boże wezwanie?

Widok na Balaton, nieopodal węgierskiego miasta Kashtely – panorama przypominająca nieco widok znad Jeziora Galilejskiego

Dobrze jest mieć osiołka, w miarę zadbanego, któremu wędrówka nie straszna. Zasięgnij opinii fachowców, ale kieruj się też własnym upodobaniem. Nie musi to być ogier czystej krwi. Wystarczy taki, który jest do ujarzmienia przez Ciebie, a jazda na nim sprawia Ci przyjemność. To on będzie wiózł Ciebie i cały twój kram.

Przy pakowaniu – rusz głową – przełam dotychczasowe schematy, zabierz to, co niezbędne, pożegnaj się ze zbytecznym. Jednak nie zapominaj o tym, że w chłodzie miło będzie się wtulić w ciepłą bluzę… albo nawet podłożyć sobie termofor pod plecy, a w upale nakryć głowę choć skrawkiem materiału…

Pewnie warto za wczasu przygotować ciało. Jeśli Twe kości się zastały – trzeba je rozruszać. Niech chrupią, niech strzelają niczym perkusjonalia w operze – ruch to Twój sprzymierzeniec. Przez długi czas nie spoczniesz.
Rozciąganie, rower, bieganie, pływanie i taniec – wszystkie te aktywności pomogą Ci w podjęciu kolejnych kroków. Przyda się też sauna i bania – ekstremalnych bodźców będzie tylko przybywać z każdym pokonanym kilometrem.

Najważniejsze – jednak – jest ukryte.

Z mięśni Twojego ciała, każdemu długodystansowemu kolażowi, najbardziej potrzebne jest wytrzymałe serce. Możesz mieć silne nogi, stalowe cztery litery i prężne mięśnie pionizujące (ja nie mam) – jednak żadna z partii mięśniowych nie będzie tak eksploatowana jak ukryta pompa w piersi.
Nawet jak pokonasz tę wysoką górę, za chwilę będzie następna. Gdy zatrzymasz się, by spojrzeć na mapę – nadal musisz okiełznać kilkudziesięciokilogramowego rumaka drugą ręką i nogami. Twoje serce więc będzie pracować bez ustanku… A wieczorem, będąc u celu, czeka Cię dodatkowo szukanie Mszy Świętej, noclegu, wody, jedzenia, serwisu, możliwości umycia i oprania. Ciągły bieg. Dopiero padając na karimatę – uświadomisz sobie, jak wiele swojej pracy dla Ciebie i Twojej pielgrzymki poświęciło Ci własne serce.

Serce – ono jest kluczem także w przygotowaniach duchowych. Wyznacza kierunek w pokonywaniu pielgrzymiej drogi, czy do Medjugorje, czy Jeruzalem, a na pewno każdego dnia, który przybliża do Chrystusa, podczas drogi zwanej życiem.

Dobrze, by było słuchające:
przecież bez wołania, jeszcze nikt nie wyruszył.

Przyda się zasiać w nim zgodę,
na to, co już się wydarzyło, by pielęgnować obecne i z radością przyjąć to, co wkrótce nadejdzie.
Niezależnie od tego, czy nam się to podoba, bardziej czy mniej… lub wcale.

Ta ufność – będzie dla Twojego serca
promykiem w każdej ciemności, ciepłym ogniskiem w każdym chłodzie, ochłodą w skwarze.

Wytrzymałość zrodzi się w nim
z odwagi i pokory.

Najważniejsza i tak jest miłość.
Z miłości można wiele znieść, wiele uczynić
i… zajechać naprawdę daleko.


Po Węgrzech przekroczyłem granicę z Chorwacją. Trochę z przygodami, musiałem się wracać i szukać apteki, by wykonać test. Jako negatywny na papierze, a pozytywny w usposobieniu wjechałem do kolejnego kraju na mojej trasie.
– Jest Pan szalony! – usłyszałem wraz z oddaniem mojego dowodu przy odprawie.
Nie przejąłem się, bo tym słowom towarzyszył szczery uśmiech z okienka.

Ten uśmiech – jest tu powszechny, Chorwaci to najsympatyczniejsza nacja, z jaką kiedykolwiek miałem styczność. Porażają poczuciem humoru i dystansu do siebie.
– Macie tu wiele kafejek i restauracji! – podzieliłem się swoją obserwacją po dojechaniu do Warżdańskich Toplic.
– Tak, bo my Chorwaci, nie pracujemy i potrafimy tylko pić kawę i piwo! – zaśmiewała się kobieta przy kościele Świętego Marcina.

Spotkało mnie wiele trudów, ale jeszcze więcej Miłości Pana Boga. To właśnie On, z pomocą dobrych ludzi, zaopiekował się mną nie jeden raz. W Sanktuarium Krwi Chrystusowej w Ludbergu, na przedmieściach Zagrzebia, w Karlovacu, Plitiwickich Jeziorach. Te ostatnie poruszyły mnie do głębi swym pięknem… Ale o tym będzie następny, osobny wpis…

Rzeka termalna – Hervitz (Węgry)
To chyba już Chorwacja 😉
Karlovac i rzeka Kupa
Katedra w Zagrzebiu – w remoncie po trzęsieniu ziemii

Dziękuję za wspólny obiad – Monice, Dorocie i Edycie