Na drodze Ku Niebu uczę się rozpoznawać Boże znaki.
Nie kalkulować po swojemu, tylko wsłuchiwać się, gdzie w tej chwili widzi mnie Bóg
– taka przyświeca mi zasada.

Nie najważniejsze jest, jaką drogą pojadę, czy najkrótszą, czy najłatwiejszą, gdzie będę spał: czy będzie mi sucho, przyjemnie, ciepło, co przeżyję i co zobaczę, czy ktoś mnie przyjmie, czy odrzuci moją proszącą dłoń, albo co zjem… i ile tego żarełka będzie. 😂
Oczywiście to też jest ważne.

Podejmuję trud pielgrzymki, by pierwszeństwo w kierowaniu moim życiem miała miłość:
bym ukochał Boga, samego siebie i drugiego człowieka. Bym nie łamał praw miłości
– ślepotą na cudzą krzywdę, osamotnienie,
– głuchotą na wołanie mojego serca,
– a przede wszystkim znieczulicą na to, gdy dotyka mnie Pan, gdy chce się ze mną spotkać, wskazać, czego ode mnie oczekuje.


W sobotę, 10 lipca, podjąłem dosyć mało logiczną decyzję – jadę do Zakopanego. Ani to Zakopane na trasie, ani z górki. Ale chciałem odwiedzić znajomych, a potem jak się okazało – MUSIAŁEM wypocząć jeden dzień – było to coś pięknego: leżenie na materacu!

Jednak w drodze do Zakopanego prosiłem:
Panie Jezu, proszę Cię, by moja wizyta w Zakopanem miała większy sens niż spotkanie towarzyskie i leżenie do góry brzuchem, niż dorobienie kilku groszy na Krupówkach. Jeśli chcesz, poślij mnie…

Nie miałem sił na zwiedzanie, ale naprawdę można się zakochać w tym zakątku Polski.

W Zakopanem poznałem opuszczoną niemal przez cały świat duszę – samotną mamę, która wiele wycierpiała, razem z synem zmaga się z konsekwencjami wyrządzonego zła…
Kiedy ją poznałem, wiedziałem, że te 40 dodatkowych kilometrów wykręciłem dzięki łasce Bożej dla niej. Teraz jedziemy razem. Oni ze mną, a ja z nimi.
Pan podarował nam jeszcze wspólne spotkanie – tuż przed moim wyjazdem.

Jak dotkliwie na świecie cierpią Ci, którzy bardziej kochają, a wręcz są obłędnie dobrzy – oni dostają w zamian … najwięcej niezrozumienia, odrzucenia, kłótni, pomówień, ich się wykorzysta, naciągnie, a nawet stłucze do krwi…

Krzeptówki

Przecież sam Chrystus cierpiał… bo kochał…
Niekochana Miłość.

Znam wiele osób skrzywdzonych przemocą domową. Znam ten temat, swoje przeżyłem. To oni muszą uciekać, mieszkać często bylejak i bylegdzie. Są pomiatani, nierzadko przez najbliższych, nadal nader często przez instytucje. Zmagają się przez lata z wieloma kompleksami, stresem pourazowym, depresją i lękiem, biedą.

Dlatego w drodze z Zakopanego, w poniedziałek 12 lipca, cały dzień modliłem się o pokój dla ofiar przemocy, przemocy domowej, o potrzebne łaski dla tych, którzy niosą pokój skrzywdzonym właśnie w taki sposób.

W południe uczestniczyłem we Mszy Świętej na Krzeptówkach i wysłuchałem kazania o pokoju. Ojciec pallotyn powiedział mniej więcej to samo, co mówię we vlogowej zajawce mojej pielgrzymki. Byłem bardzo poruszony.
Po Mszy spotkałem siostry Dominikanki, które prowadzą Rodzinny Dom Dziecka w Lublinie. Były z dzieciakami na pielgrzymce. Przywitałem się.

– Chcecie zobaczyć rower pielgrzyma, który wiezie wszystko, co ma? – nie musiałem długo namawiać i wesołej gromadki dzieci, i przypominających pingwiny (wygooglujcie sobie: pingwiny Siostry Dom Chłopaków) opiekunek.
– Mam do was prośbę: czy moglibyście pomóc pielgrzymowi? – zagadkowo zapytałem.
– Ale jak pomóc? Ten rower jest taki ciężki! – odpowiedział najstarszy.
– A no właśnie! Czy weźmiecie ode mnie trochę bagażu? – wypowiedziałem szperając w mojej sakwie, która cała była wypchana wałówą od znajomych!
Wyjąłem wszystkie słodycze, od których mam mdłości i mega trądzik od kilku dni… Dzieciaki były przeszczęśliwe.
– A jeszcze Pan coś ma?
– A lubicie rzodkiewkę? – okazało się, że rzodkiewka w rankingu popularności zostawiła daleko w tyle i batony, i cukierki, i tabliczkę czekolady. Dzieciaki nie potrafiły się od niej oderwać!

– Panie Łukaszu, prosimy o modlitwę: o zdrowe, kochające się rodziny dla naszych dzieci…
Rozumiecie – taka wyartykułowana intencja, gdy ja już od rana modliłem się o pokój dla ofiar przemocy…

Panie Jezu, prowadź. Ty wskazujesz najlepszą drogą. Jest nią miłość.

Królewskie śniadanie w agroturystyce moich znajomych – Sarenka w Podsarniu
Jacek wraz z synem Szymonem
Polecam!
Krzeptówki
Sanktuarium Najświętszej Rodziny w Zakopanem
Ewa wraz z mężem Przemkiem gościła i wykarmiła mnie w Zakopanem