Za Krakowem czekał na mnie prawdziwy sprawdzian.
Prawdziwe góry*.

Z Łagiewnik po morderczych podjazdach dojechałem do Kalwarii Zebrzydowskiej. Tam na miejscu mój przyjaciel Jan Moniak (zajrzyjcie na jego kanał na youtubie) nakarmił mnie bananami, rurkami i… wziął moje bagaże przed podjazdem do Sanktuarium na górze. Dzięki temu kolejne (ok. 30) kilometry skoczyły mi same…

Noc spędziłem w domu rodzinnym Janka, spędziliśmy wspaniały wieczór przy domowym jedzeniu i piciu, wspólnie granej muzyce, na rozmowach o życiu. Czasem cierpienie łączy nas bardziej niż przeżywane radości.

Miniony dzień był trudny. Południe Polski jest dla mnie rowerowym koszmarem – wąskie, ruchliwe drogi i górale rozpychający się po nich. 😂 Do tego wiał wiatr i ledwo trzymałem kierownicy, połowa dni minęła mi w spiętej pozycji całego ciała i z drętwieniem nadgarstków… W pewnym momencie, myślałem, że już nie pokonam kolejnego podjazdu w takich warunkach… Spotkałem wtedy kobietę – odmawiała koronkę przy drodze, poprosiłem ją o modlitwę, za 2 km był mój skręt na boczną drogę z 28 na Bystrzycę Podhalańską… Trasa stała się milsza.
Gdy wróciłem na krajówkę – otrzymałem wiadomość od Sióstr Karmelitanek z Ełku (to dodało mi sił). Dojechałem do Sanktuarium w Jordanowie – tam oddałem Matce Bożej Trudnego Zawierzenia moich dobrodziejów…
Na horyzoncie wyłoniły się piękne i zarazem przerażające w swoim zarysie Tatry…

Udało mi się przybyć odpowiednio wcześniej na Mszę w Spytkowicach, księża dali mi jeść, wyposażyli w wodę, a nawet dali intencje z datkiem.

Po Mszy, długo się nie zastanawiając, dołączyłem do uśmiechniętych dziewczyn i rozegranych chłopaków z zespołu ludowego „Siekernica”.

Zagraliśmy razem, opowiedziałem im o mojej pielgrzymce, a oni o swojej działalności. W życzliwiej atmosferze spędziliśmy krótkie radosne chwile.

Dotarłem szczęśliwie na miejsce noclegowe. Do znajomych, którzy prowadzą Agroturystykę Sarenka w Podsarniu. Tu kolejne kilogramy ludzkiego ciepła – mogłem się posilić po naprawdę ciężkim dniu.

Życzliwość – tak niewiele trzeba, żeby sprawić komuś radość.

Wystarczy po prostu być dobrym, być dla kogoś, choć nawet przez chwilę.
Podczas mojej drogi bardzo doceniam każdy gest, każdy uśmiech i uczę się być dobry dla wszystkich…
Nawet dla tych narwanych górali rozpychających się na drogach. 😁

*góry = ceper to wszędzie widzi góry